przemyślenia

Wrzesień

Wrzesień. Mój drugi ulubiony miesiąc, zaraz po maju. Jeszcze ciepły, ale już pachnący przymrozkami i chłodem.

Nie wiem, czy jakikolwiek miesiąc pachnie tak jak wrzesień. We wrześniu zaczynam szykować się do zmian. Po upalnych, leniwych, pełnych ostrej jasności dniach letnich, podczas których chowam się przed słońcem w cienistych zakamarkach książek i seriali, we wrześniu wracam do życia i działania. Planuję, rozmyślam, próbuję dopasować “nowe” do codziennego rytmu wyznaczanego przez pracę na etacie i domowe obowiązki. Zimą już chcę w wyuczonym rytmie działać i budować lepszy nowy rok.

 

Jestem na świeżo po kapitalnym remoncie kuchni. Pragnienie nosiłam w sobie długo, zmęczona niewygodą odziedziczoną po poprzednich właścicielach. Dopiero wakacyjny wyjazd i oderwanie się od codziennej rutyny i jakaś wieczorna rozmowa przy kawie: a może po prostu policzmy koszty i zobaczymy? sprawiła, że faktycznie, wystarczyło policzyć, przejrzeć aktualne oferty ( Ikea nie zawiodła) i podjąć decyzję, że nie czekamy już.

We wrześniu też tak chcę. Przejrzeć zakamarki marzeń i planów. Odkurzyć dawne obietnice. Nie ma na co czekać. Może dojrzały do realizacji i tylko czekają, żeby je wyciągnąć, przetrzeć, może trochę poprawić.

 

Tak zrobię.
Pomyślę. Zastanowię się.

Zacznę od tego, co najbliżej.