bez kategorii

Rzeczy

Rzeczy. Zakupione, podarowane, odziedziczone. Potrzebne i niepotrzebne. Ładne i takie, których wygląd nie ma znaczenia. Na swoim miejscu i poza miejscem. Tworzą albo rozbijają. Moje i twoje. Albo wspólne.

Era rzeczy

Od pewnego czasu mam wrażenie, że rozpoczęła się era rzeczy. Wraz z nadejściem konsumpcjonizmu, narodził się zakupoholizm, a potem w opozycji minimalizm. Każdy z nich skupiony wokół rzeczy: nabywania, zbyt dużego nabywania i pozbywania. Rzeczy opanowały Instagram, naszą przestrzeń, nasze życie.

Nigdy nie byłam zakupoholiczką. Nie mogłam być. Zakupoholizm jest dla bogatych. A ja, powiedzmy, niespecjalnie odstaję od średniej. Minimalizm mnie uwodził, ale minimalistką też nie mogłam być. Nie miałam czego minimalizować. Zresztą, zgodnie z duchem minimalizmu i moim jego rozumieniem, zakłada on ograniczenie stanu posiadania do niezbędnego minimum. Niezbędne minimum jest dla mnie tak absolutnym przeciwieństwem komfortu i wygody, że trudno mi sobie wyobrazić codzienne życie prawdziwego minimalisty. Zastanawiam się też po co? Czyż osiadanie na stałe w jakimś miejscu jest czymś, co niedługo nie będzie możliwym i potrzebować będziemy co rusz pakować dobytek i ruszać w dalszą drogę?

Lubię swój dom i swoje rzeczy. Zapracowałam na nie, znalazłam im miejsce w moim domu, dbam o nie. Nie wszystko, co mam jest wynikiem realnego wyboru. Czasami było jedynym wyjściem. Czasami musiało wystarczyć to, na co mogło wystarczyć. Czasami przyszło wraz z mężem, a ingerować i decydować o tym, co mój mąż uznał za na tyle ważne, aby dodać do naszej przestrzeni, nie mam zamiaru.

Mieć tyle, ile potrzeba.

Lubię mieć 4 komplety ubrań do biegania, żeby nie prać ich co chwilę i żeby nie mieć wymówki, że nie biegam, bo nie mam czystych ubrań.

Lubię kupować kosmetyki, których używam, kiedy są w promocji, nawet jeżeli w moim podkładzie czy szamponie nie widzę dna, bo nie lubię marnować pieniędzy.

Lubie moje lekko zakurzone książki na parapecie, choć do niektórych zajrzę dopiero za kilka lub kilkanaście lat.

Lubię moją niedopasowaną, niespójną kolorystycznie garderobę, bo rzeczy mają przede wszystkim pasować do mnie, a nie do siebie.

Rzeczy. Pokaż mi swój dom, a powiem Ci kim jesteś.