przemyślenia

Droga

Czasami tak trudno być swoim własnym przyjacielem. Swoim własnym przewodnikiem.  Gubimy się w plątaninie marzeń własnych i cudzych. Wierzymy naszym najbliższym, którzy pragną naszego dobra. Szukamy autorytetów poza swoją intuicją.

Nie rozumiemy swoich pragnień, choć czujemy potrzebę zmiany. Mamy świadomość, że jesteśmy tacy, jak inni i jednocześnie zupełnie inni. Szukamy bezpieczeństwa, pragniemy odwagi, chcemy jasnych zasad, uniwersalnych wartości. Są sprawy, które chcemy, aby pozostały czarno-białe. Inne absolutnie takie być nie mogą. Rozglądamy się, ale to na nic.

Bo to przecież w końcu nasze życie.

Nikt nie wie lepiej, co nas uwiera, co codziennie znosimy, a czego nie chcemy znosić. Czego dzisiaj, już, natychmiast pozbylibyśmy się na zawsze. A co potroilibyśmy bez wahania. Nikt nie wie lepiej, a jednocześnie czujemy, że niewiele o sobie wiemy. Bo gdyby ktoś mnie, tak nagle zadał pytanie, jak chcę żyć, ale tak codziennie, od jutrzejszego ranka do zmierzchu, godzina po godzinie, to czy wiedziałabym NA PEWNO, że tak i tak? W ogólności tak, ale w szczegółach?

Dawno temu, kiedy czułam, że moje Ja dopiero się kształtuje, że nabieram charakteru miałam taką swoją codzienną rutynę. Codziennie wieczorem w tabeli zapisywałam plusy i minusy swoich zachowań, wobec siebie, swoich postanowień, wobec innych. Miałam takie wewnętrzne głębokie przekonanie, że mogę ukształtować swój charakter na podobieństwo moich ukochanych bohaterek literackich, wybierając to, co najbardziej mi się podobało, co według mnie było najbardziej wartościowe. Ta lista towarzyszyła mi przez wiele miesięcy. Tak długo, aż poczułam, że  cechy, które chciałam w sobie wyrobić stwardniały na mur i że ja już jestem tą osobą, którą chciałam być.

Od tamtego czasu minęło wiele lat. I choć nadal wiem kim jestem, to jednak nie jestem przekonana, że moje życie odzwierciedla w pełni mnie. Czuję się trochę tak, jakbym szła poboczem, a nie główną drogą. W dobrym kierunku, ale po niezbyt wygodnej ścieżce.

 

Mały, wielki test

Dlatego postanowiłam, że codziennie będę przeprowadzać na sobie mały, wielki test. Wrócę do tego, co kiedyś mnie ukształtowało. Będę żyć normalnie, swoją oswojoną, znaną codziennością, w koleinach rutyny, z zobowiązaniami i drobnymi radościami, ale każdego dnia wieczorem na czystej kartce papieru napiszę, co było dobrego, a co mnie uwierało. A potem zastanowię się, co mogę zrobić, aby uwierało jak najmniej, a cieszyło coraz bardziej.

Liczę się z tym, że nie będzie łatwo. Że muszę każdego dnia wsłuchać się w swoje emocje, a nie działać na autopilocie. Że każdego dnia będę musiała znaleźć wieczorną porą kilkanaście minut na analizę.

Ale chcę już zejść z pobocza. Muszę się tylko przygotować.

 

#wrzesień