bez kategorii,  przemyślenia

Dom

Dom. To takie miejsce na ziemi, gdzie masz swoją szczoteczkę do zębów, ulubiony kubek i swój kurz na parapecie albo żyrandolu. Gdzie codziennie zostawiasz setki linii papilarnych i śladów stóp. Dom to takie miejsce, gdzie ma być wygodnie, gdzie jak nigdzie w żadnym innym miejscu nie musisz iść na kompromisy, a każda rzecz, która się w nim znajduje jest Twoja.

W teorii. Mój dom jeszcze jest zlepkiem poprzednich, jeszcze wcześniejszych właścicieli i nasz. Tak jak prawie zawsze, kiedy kupujesz mieszkanie z drugiej ręki. Tak, jak zawsze, kiedy nie robisz generalnego remontu, łącznie ze zrywaniem położonych przez kogoś podłóg. Po moich podłogach chodzili obcy ludzie. Obcy ludzie myli moje okna i miliony razy dotykali mojej klamki w drzwiach wejściowych. Obcy ludzie trzymali swoje rzeczy w mojej przepastnej zabudowie w przedpokoju.

Ale to nic.

Tak jest dobrze. Cieszę się, że wybrali piękne podłogi, że dbali o mój nie-mój dom, że nie muszę martwić się, gdzie schować dziesiątki ubrań, koców i innych tak niezbędnych w domu rzeczy. Oczywiście nie wszystko nadal jest takie, jak było kiedyś. W zeszłym roku zdecydowaliśmy się na zakup nowego wyposażenia naszego jedynego, wielofunkcyjnego pokoju, kilka tygodni temu wyremontowaliśmy kuchnię. Przed nami jeszcze łazienka. Cieszę się, że nie zrobiliśmy wszystkiego zaraz po przeprowadzce. Okazuje się, że dobrze jest okrzepnąć, pożyć i na własnej skórze odczuć, czego nam brakuje, a co jest dobre. Cieszę się też, że nie zrobiliśmy remontu wcześniej, bo pewnie nie stworzyłabym mieszkania w duchu skandynawskim, który tak bardzo jest w moim stylu.

Kuchnię mam biało-czarno-szarą.

Bardzo podobną kolorystycznie do reszty mieszkania. To zupełnie poza trendami, bo dzisiaj czytam, że właśnie te skandynawskie schludne przestrzenie wychodzą powoli z mody, opatrzyły się białe meble. Tak sobie jednak myślę, że to szkoda, że przestrzeń do życia jest czymś, co ma być modne i wpisywać się w gusta większości.
Bo w ostateczności to przecież nie ta głęboka czerń blatów, czy biel szafek i mebli jest najważniejsza. Trudno mi sobie wyobrazić, że meble mają stanowić centrum domowego wszechświata. Dla mnie są tłem, dlatego tak ważne jest, aby były praktyczne, estetyczne i nieprzytłaczające swoją obecnością. Dlatego też, kiedy już w kuchni szafki wisiały w równych rzędach, puste blaty lśniły czystością, lodówka zajęła swoje miejsce, a ekspres zaszumiał cicho w kącie sącząc kawę czarną i mocną zaczęła się właściwa praca. Zaczęło się malowanie. Malowanie dodatkami, które są tchnieniem życia domowego.

 

 

Po tygodniu z powrotem wyruszyliśmy z mężem do Ikei. Słoiki z bambusowymi pokrywkami, w których teraz złoci się cukier trzcinowy w promieniach zachodzącego słońca. Czerwienie i żółcienie jabłek wypadają z drewnianej skrzynki. Przyprawy pełne kolorów w szklanych słojach, drewniane deski, książki kucharskie, fajansowe kolorowe kubki. Kwiaty w drewnianych donicach.

Jeszcze kilku rzeczy brakuje. Ale nie będę się spieszyć. Jeszcze się musimy do siebie przyzwyczaić, jeszcze się musimy siebie nauczyć. To w końcu ma być nasz dom.