bez kategorii

Przebiegnięcie w 2019 r. 1 000 km.

Jednym z moich postanowień noworocznych jest przebiegnięcie w 2019 r. 1 000 km. Są ludzie, dla których ta liczba może być śmiesznie mała, szczególnie jeśli jednorazowo pokonują trasę 10-20 km. Albo bardzo duża – jeśli w ogóle nie biegają. Dla mnie samej jednak to również może być bardzo dużo albo mało. I wcale nie zależy to od mojej kondycji.

Wiesz, czym jest dla mnie przebiegnięcie 1 000 km w ciągu roku?

  1. Przełamywaniem niechęci do wyjścia z domu, gdy na zewnątrz jest ciemno i zimno. No i jeszcze wieje.
  2. Rezygnacją obejrzenia kolejnego odcinka serialu lub odłożeniem świetnej książki, choć bardzo chciałabym wiedzieć co dalej i to już, natychmiast.
  3. Koniecznością dbania o taką organizację dnia, abym znajdowała godzinę czasu na trening i sprawy okołotreningowe.
  4. Kupnem cieplejszej kurtki do biegania zimą i kolców na buty, żeby się nie ślizgać.
  5. Przełamywaniem niechęci do wyjścia z domu mojego męża, który akurat robi coś niezwykle wciągającego.
  6. Przełamywaniem zmęczenia po intensywnym dniu w pracy (czy pisałam już, że podstawą mojej codziennej jest realizacja kilku projektów naraz i nikt nie słyszał o realizowaniu zadań po kolei?)
  7. Postanowieniem determinacji, kiedy mam dość braku wystarczającej kondycji, aby zrealizować plan, który sobie na dany dzień założyłam.

Myślę, że to nie jest skończona lista.

Czy wobec tego przebiegnięcie 1 000 km w ciągu roku jest łatwe? Nie, może się okazać szalenie trudne. Może się okazać celem niemożliwym do zrealizowania.

Ale jest i:

  1. Niesamowitą satysfakcją, kiedy wraca się po treningu do domu. Ona jest zawsze!
  2. Poczuciem sprawczości – że jednak wszystko jest w moich rękach (a raczej w głowie).
  3. Możliwością obcowania z naturą i przyrodą: szumem drzew, śpiewem ptaków, szeleszczącymi liścmi pod stopami, wiatrem we włosach, słońcem na twarzy…
  4. Poprawiającą się z tygodnia na tydzień kondycją.
  5. Zwiększaniem ilości przebieganych jednorazowo kilometrów.
  6. Uporządkowaniem myśli w głowie i resetem.

I ta lista myślę, że nie jest skończona. Czy wobec tego przebiegnięcie 1 000 km w ciągu roku jest trudne? Nie, może się okazać szalenie łatwe. Może się okazać celem możliwym do zrealizowania szybciej, niż zakładałam.

Chciałabym teraz napisać, że wszystko zależy od mojego nastawienia.

Że zależy od tego, czy będę widziała w danym momencie szklankę do połowy pełną czy pustą. Że wystarczy pamiętać tylko o tych dobrych stronach biegania.

Ale to nieprawda.

Nie wierzę w nastawienie. Nie wierzę, że mogę sobie założyć, że kiedy będę miała gorszy dzień, tzn. dzień, w którym absolutnie nie chcę iść biegać (a w takie dni choćby nie wiem co, absolutnie nie mogę sobie przypomnieć dlaczego to robię, bo moje pozytywne argumenty wydają mi się zwyczajnie pozbawione sensu), będę potrafiła zmienić swoje nastawienie. Nie będę potrafiła.

Ale mogę spojrzeć na przeszkody, jak na problemy do rozwiązania. Zawczasu znaleźć rozwiązanie każdej z tych przeszkód. I wdrażać je po kolei w życie. Niektóre z nich mogą być łatwe do rozwiązania – jak na przykład zakup kurtki czy kolców (pod warunkiem, że mam na to pieniądze), inne mogą sprawić więcej kłopotów. Wyjście z domu, gdy ciemno, zimno i wieje teraz powtarza się dramatycznie często (ok, za każdym razem). I naprawdę sto razy lepiej jest z kotem, książką, kotem i kocem – wiem to. Ale być może zestawienie tego z: no właśnie jest ciemno, zimno i wieje i nikt nie będzie widział moich dramatycznych prób walki o oddech, bo nikt mnie nawet nie zobaczy (prawie nikogo nie ma na ulicach) i nikt mnie nie pozna (zakrywam pół twarzy przecież)!!!  – zmienia wszystko.  Właściwie o jakiej przeszkodzie pisałam? 🙂

 

A dzisiaj zanim rozprawię się z resztą przeszkód, to mogę tylko przekonać siebie samą, że po prostu idę i już. Bo idę i już. Bo muszę.

No to idę.